Jak zaczynały CD Projekt, Cenega, CI Games i Techland?

Wszyscy wiemy, gdzie zaczynali Wozniak i Jobs. Również pierwsza siedziba Amazonu to garaż - tyle że Jeffa Bezosa. Larry Page i Sergey Brin także zakładali Google w garażu. Polscy mistrzowie na rynku gier wideo zaczynali zupełnie inaczej.

  1. Jak powstał CD Projekt i Techland
  2. W jaki sposób pierwsze pieniądze zarobił założyciel CI Games
  3. Co wspólnego z polskim "Grzybem" ma rosyjski 1C-Softclub

Przełom lat 80. i 90. XX wieku to narodziny legendarnej już przedsiębiorczości Polaków. Początki nie były wcale łatwe, ale najlepsi pokonywali przeciwności losu, takie jak galopująca inflacja czy nie do końca sprawnie funkcjonujący aparat państwowy. Niełatwo było wówczas stworzyć przedsiębiorstwo, które osiągnie sukces. A takie, które przetrwa do dziś, jeszcze trudniej.

W branży technologicznej odpowiednikiem amerykańskiego legendarnego garażu jako etapu rozwoju najważniejszych firm w Polsce stały się giełdy komputerowe. Od wrocławskiego targowiska zaczynał choćby Chmielarz czy Marchewka, którzy z czasem od handlu grami przeszli do ich tworzenia. Na słynnym warszawskim “Grzybie” pierwsze biznesowe kroki stawiał Piotr Bieliński, założyciel Action, którego firma ma teraz ponad 1 mld euro rocznego obrotu. Tam też pojawiali się Mazur, Tymiński, Kiciński czy Iwiński…

Michał Kiciński i Marcin Iwiński

Wiedźmiński sukces

Nastoletni w latach 90. przyjaciele ze szkolnej ławki – Michał Kiciński i Marcin Iwiński – pewnie się nie spodziewali, że stawiają fundamenty pod wielką firmę i że stworzą markę rozpoznawalną na całym świecie. W liceum połączyła ich miłość do gier wideo. I biznesowa żyłka.

Wpierw oszczędzali, następnie kupowali nawet niewielką liczbę tytułów, które dystrybuowali na warszawskiej giełdzie. Zaczynali od jednego stoiska i plecaków wypełnionych dyskietkami. Wyrabiali pierwsze znajomości z zagranicznymi firmami. Michał zajmował się sprzedażą, Marcin dbał o kontakty.

CD Projekt na Gambleriadzie

Kiedy mieli po 20 lat, założyli CD Projekt. Zaczynali w pokoiku w prywatnym mieszkaniu. I doskonale wyczuli rynkowy trend. Nazwa firmy odwoływała się do nowej wówczas, wchodzącej na rynek technologii, czyli niezwykle pojemnych płyt kompaktowych. Michał i Marcin porzucili dyskietki na rzecz CD.

Zobacz również: Sony Xperia: niezwykły monodram Macieja Stuhra

Podpisali pierwszą umowę na autoryzowaną dystrybucję gier American Laser Games, a potem dołączyli do portfolio firmy takich wydawców jak Acclaim, Blizzard, Blue Byte, Interplay czy Psygnosis.

Na giełdzie spędzali coraz więcej czasu, ale nie ograniczali się tylko do takiej dystrybucji. Sprowadzane gry wysyłali też do klientów pocztą. Kiedy mieli 21 lat dołączył do nich starszy brat Michała, Adam, dziś prezes giełdowej spółki – wówczas zajmował się codzienną wysyłką paczek.

Pięknie wydane "Wrota Baldura" wędrują do klientów

Z czasem koledzy zaczęli nie tylko sprowadzać gry wideo, ale również je lokalizować – czyli tłumaczyć i przygotowywać specjalnie na rynek polski.

W 1999 roku dokonali kolejnego przełomu. Pierwsza wielka lokalizacyjna superprodukucja – „Wrota Baldura” – doczekała się ogromnego podówczas nakładu 100 tysięcy egzemplarzy. Hurtownicy ustawiali się po nią w kolejce, a pierwszego dnia CD Projekt sprzedał 18 tysięcy sztuk i to za gotówkę!

Do dziś lokalizacja uznawana jest za przełomową. Przede wszystkim za sprawą aktorów użyczających swojego głosu, wśród których znaleźli się m.in. Krzysztof Kowalewski, Piotr Fronczewski, Wiktor Zborowski, Marian Opania i Jan Kobuszewski. Ale również jakość wydania robiła wrażenie – efektowne pudełko pełne gadżetów wyróżniało się na półkach pośród skromnych produkcji.

Takie wydania stały się wizytówką firmy.

Kolekcjonerskie wydanie gry "Wiedźmin 3"

Kolejny przełomowy sukces to oczywiście wydanie pierwszego “Wiedźmina”, choć ten powstawał w wielkich bólach i pierwszy projekt na szczęście został odrzucony. Wydany finalnie w 2007 roku “The Witcher” zdobył mnóstwo nagród i otworzył nowy etap w historii firmy. Ta finalnie zrezygnowała z dystrybucji gier na rzecz ich tworzenia.

Z trudności, jakie spotkały CD Projekt w 2009 roku (kryzys ekonomiczny odbił się na obniżeniu zatrudnienia o połowę, sprzedaży oddziałów zagranicznych czy skasowaniu “Rise of the White Wolf”), firma wyszła obronną ręką i dziś uznawana jest za jednego z najlepszych deweloperów na świecie.

Po żywych trupach do zwycięstwa

Wrocławski Techland też ma na swoim koncie miliony sprzedanych gier wideo na całym świecie. Również powstał za sprawą fascynacji grami wideo i również u zarania jego dziejów stoi giełda. Tyle że wrocławska.

Paweł Marchewka, aby zdobyć nową produkcję na ulubioną Amigę, jechał z kolegami z rodzinnego Ostrowa Wielkopolskiego aż do Wrocławia, na najbliższą giełdę. Widząc zniechęconych podróżami kumpli namówił lokalnego sprzedawcę sprzętu komputerowego do dystrybuowania kopii gier na dyskietkach. Kopii, które sam dostarczał.

Paweł Marchewka

Będąc w 4 klasie liceum Paweł dostosował się do nowego prawa i zaczął biznes dystrybuowania oprogramowania opartego na tzw. otwartej domenie, do którego nie mają zastosowania majątkowe prawa autorskie. Widząc rosnący potencjał, w 1991 roku założył firmę Techland. Firma miała nie tylko dystrybuować, ale również tworzyć oprogramowanie.

W 1993 roku na rynku zadebiutowały pierwsze dzieła firmy, czyli słowniki i translatory. Do tego niewyszukany edukacyjny software jak puzzle. Pierwsze programy powstawały w mieszkaniu studenckim kolegi Pawła, który już wówczas marzył o wielkich superprodukcjach. Zanim jednak nadeszła era „Dying Light” musiały pojawić się takie produkcje jak „Mały Pitagoras” czy „Prawo krwi”.

Prawo Krwi

Pierwszy duży projekt Techlandu nadszedł w 1999 roku. Niestety, wzorowana na „StarCrafcie” strategia pod tytułem „Eksterminacja” (angielski tytuł to „Mission Humanity”) została na światowym rynku niemal niezauważona.

Z kolei powstające aż sześć lat i kosztujące ogromne pieniądze „Crime Cities” doczekało się lepszego odbioru. Była to gra akcji, w której sterowaliśmy futurystycznym pojazdem wykonując misje w mrocznym mieście inspirowanym filmem „Blade Runner”. Serwis IGN ocenił ją na 8.1 w skali do 10.

Na growe eksperymenty Techland zarabiał innym oprogramowaniem — językowym i edukacyjnym. Rynek cyfrowej rozrywki to wówczas często były przede wszystkim koszty, a nie krociowe zyski.

Przełom w firmie Pawła nadszedł wraz ze zbudowaniem własnego silnika, wykorzystanego w grze „Chrome”. Wyprodukowany za ogromne pieniądze tytuł zadebiutował w 2003 roku i sprzedał się dość szybko w nakładzie 800 tysięcy. Opracowaną technologię przez lata udoskonalano oraz licencjonowano polskim deweloperom.

I właśnie w oparciu o ChromeEngine powstał kolejny przełomowy produkt Techlandu. W 2006 roku rynek podbiła strzelanka w realiach Dzikiego Zachodu. „Call of Juarez” nie było jeszcze produktem masowym, ale grę docenili recenzenci, a sprzedaż sięgająca miliona sztuk dobrze wróżyła.

Wydany w 2009 roku sequel pt. “Więzy krwi” rozszedł się niemal od razu w nakładzie 1,5 miliona egzemplarzy. Był jednym z najważniejszych tytułów wydawanych wówczas przez francuski Ubisoft. Co więcej, to pierwsza polska produkcja wydana równocześnie na trzech platformach (PC, Xbox 360 i PlayStation 3).

A prawdziwym hitem stało się wydane w 2011 roku „Dead Island”, które w 3 miesiące znalazło 3 miliony nabywców, a nakład finalnie sięgnął 6 milionów egzemplarzy. Zombiastyczna epopeja Techlandu trwa zresztą do dziś, a to za sprawą sukcesu „Dying Light” z 2014 roku.

Zawiłe losy snajperów

Historia CI Games jest bardziej złożona, ale również wiąże się z giełdą. Jej bohaterem jest kontrowersyjny Marek Tymiński, który jako dziecko zarabiał na grach wideo.

Był posiadaczem Atari i tytuły na ten komputer sprzedawał kolegom z podwórka. Jako 12-latek zaczął handlować na giełdzie na Grzybowskiej. Zarabiał mniej więcej tyle, co przeciętny dorosły. Jako 16-latek zadebiutował reklamą telewizyjną, którą sam przygotował wykorzystując grafikę 3D.

Marek Tymiński

Jego pierwszy pomysł na prawdziwy biznes miał polegać na importowaniu telefonów komórkowych. Pech zrządził, że poszukując w Berlinie hurtowni tychże, trafił do sklepu z grami. Zamiast importu komórek, zajął się sprowadzaniem gier. Finansowo wsparł go kolega, Jarosław Marek Polak, szerzej znany jako Sidney Polak, perkusista zespołu T.Love. I tak w 1997 roku powstała firma Lemon Interactive.

Młody biznesmen w 1998 roku otworzył sklep z grami, ale przede wszystkim skupiał się na ich sprowadzaniu z Niemiec. Po pierwszych sukcesach nadeszła epoka dużych długów. Marek spłacił je dzięki produkcji gier, m.in. tych niskobudżetowych, dołączanych do czasopism, ale przede wszystkim za sprawą „Starmageddonu" z 2002 roku, który powstawał przy silnym udziale Adriana Chmielarza i który wyszedł pod egidą firmy Lemon Interactive.

Drogi dewelopera z Adrianem dość szybko i burzliwie się rozeszły, a Lemon Interactive, wchłonąwszy studia We Open Eyes i Tatanka, przerodziło się w City Interactive. Nowa firma Marka specjalizowała się wpierw w grach niskobudżetowych, podbijając rynek takimi tytułami jak „Terrorist Takedown” czy „Mortyr III: Akcje Dywersyjne”.

Dużym przełomem dla firmy było wydanie w 2010 roku produkcji „Sniper: Ghost Warrior”, która – pomimo kiepskich ocen – doczekała się ponad 3,5 miliona sprzedanych egzemplarzy.

Dziś notowane na giełdzie CI Games, jak się od 2013 roku nazywa firma, pracuje nad kolejną odsłoną serii „Sniper” i „Lords of The Fallen”.

Pokrętna przeszłość Cenegi

Tomasz Mazur był dziennikarzem pracującym w „Bajtku” czy „Komputerze” i również miał styczność z warszawską giełdą. Pod koniec lat 80. założył Studio Komputerowe AS – skrót odwoływał się do Atari Studio, jako że w firmie od 1988 roku kopiowano gry właśnie na tę platformę.

Tomasz Mazur

Po rozszerzeniu działalności o produkcję nazwę zmieniono na Mirage Software. Pomysł pojawił się w tradycyjny wówczas sposób, czyli na giełdzie – ludzie kupują gry, więc może warto zrobić własną? Z tej idei zrodziła się gra „Battle Ships”, czyli przeniesienie klasycznych statków do świata komputerów.

I właśnie takie były pierwsze produkcje Mirage – niezbyt odkrywcze, jak „Ortografia”. Z czasem poprzeczka się podnosiła. „Mózgprocesor” był zaskakującą tekstową przygodówką.

Wydana w 1991/1992 roku „Operation Blood” doczekała się zagranicznej premiery i niezłych recenzji.

Tomasz wspominał później, że sukces tych produkcji wynikał ze wspierania polskich produkcji, których nikt nie kopiował, a kosztowały więcej niż pirackie kopie zachodnich gier. Zestaw kilku nowych hitów kosztował tyle, co polski tytuł.

Dużym przełomem miała być oficjalna dystrybucja konsoli Atari. Słynny Jaguar w Polsce miał premierę w tym samym czasie co cała Europa – w 1993 roku było to nie do pomyślenia. Tylko, że niezła technicznie konsola okazała się porażką na całym świecie.

W roku 2000 Mirage Media miał za sobą kilka zmian nazwy (Mirage Software czy Mirage Interactive) i wiele wydanych gier w portfolio, w tym osławione „Franko: The Crazy Revenge”. A także jednego wielkiego rywala na rynku dystrybucyjnym, czyli IPS Computer Group.

Druga z wymienionych firm powstała w 1991 roku i zajmowała się sprowadzaniem oraz lokalizowaniem gier. Jej założycielem był Grzegorz Onichimowski, który stworzył też „Bajtka”. To dzięki IPS Computer Group do Polski zawitali tacy wydawcy jak Electronic Arts czy Virgin. Grzegorz doprowadził do wydania polskich wersji takich hitów jak „Syndicate” czy „System Shock”.

Grzegorz Onichimowski

W kwietniu 2000 roku rynek gier wideo w Polsce zaskoczyła wiadomość, że dwaj najwięksi rywale – Mirage i IPS – łączą siły. Firma zmieniała nazwę na IM Group Sp. z o.o., stając się wyłącznym dystrybutorem gier Mirage.

W październiku 2000 roku IM Group połączyły siły z czeskim Bohemia Interactive – tak powstał holding CENEGA N.V., którego partnerem był też fundusz venture capital DBG OSTEUROPA Holding GmbH. W 2001 roku firma zmieniła nazwę na Cenega Poland, a w 2005 roku cały koncern stał się częścią grupy 1C – rosyjskiego giganta wydawniczego, który 5 lat później połączył siły z Sofclub tworząc 1C-Softclub.

A Tomasz od 2004 roku prowadzi firmę IQ Publishing, zajmującą się produkcją, wydawaniem i dystrybucją gier i akcesoriów do konsol wideo oraz komputerów.

Grzegorz Onichimowski „porzucił” branżę gier, by zostać współtwórcą warszawskiej Towarowej Giełdy Energii, a ostatnio zbuduje wspólny rynek energii dla sześciu państw Zatoki Perskiej.

Cenega to dziś największy w Polsce dystrybutor gier, współpracujący z takimi firmami jak 2K, Warner Bros, Namco Bandai czy Bethesda.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Rozrywka:

Najlepsze książki science fiction. Niezbędnik nie tylko dla wielbicieli gatunku 10 najciekawszych statków kosmicznych z filmów. Czym latali Ellen Ripley i Boba Fett? 10 najciekawszych wynalazków MacGyvera: jak zbudować coś z niczego? Miecz świetlny. Wszystko o eleganckiej broni na bardziej cywilizowane czasy Steve Jobs: co wiesz o założycielu Apple’a? Fanboje odpowiadają na co najmniej 80 proc.! Gwiezdny kupiec, czyli Monopol spotyka EVE Online. Legendarna planszówka PRL-u Billy Mitchell: pierwszy człowiek, który ukończył "Pac-Mana" Nazistowska czekolada. Prawie jak jajko niespodzianka Steampunk po polsku: mechanika i para zamiast elektryczności Wiedzę o broni palnej czerpiesz z filmów i gier? W takim razie nie wiesz niczego Wahadłowiec Buran. Rdzewiejące resztki radzieckiego programu promów kosmicznych Pierwsza gra na peceta powstała w ciągu jednej nocy. Napisał ją Bill Gates - zobacz, jak wyglądała Zarabianie na Pokemon Go? Spiesz się: właśnie powstaje nowa gałąź biznesu Komedie, które bawią do łez. Oto najlepsze filmy komediowe na Netflix Gry piłkarskie na smartfony, które umilą oczekiwanie na Euro 2016 Filmy Assassin's Creed i Warcraft? Fani gier jak zwykle zlekceważeni Wszystko o Wiedźminie: nieznana gra z 1997 roku, komiksy i alternatywne zakończenie 10 najdroższych samolotów i śmigłowców wojskowych świata Najlepsze seriale na Netflix dla miłośników technologii Marcin Przybyłek: „Wywiad” Paweł Majka: „Miejsce w hierarchii” Rafał W. Orkan: „Herezja” Michał Cholewa: „Współudział” Jakub Ćwiek: „Iskierki”